czwartek, 24 kwietnia 2014

O tym jak wykorzystać czas na studiach cz. 2

Czyli jak nie marnować sobie życia.

Cześć!
Kiedy pisałam pierwszą część tego posta, nie wiedziałam jeszcze jak nazwę serię, ale wymyśliłam, całkiem przypadkowo i nie skupiając się na tym za bardzo. Seria nazywać się będzie "Kangur na studiach". Myślę, że to zabawna nazwa w dodatku od razu wiadomo o co chodzi. Nazwy innych kategorii zapewne również będą "ewoluowały" :p 

Tak jak pisałam ostatnio, dzisiaj chcę Wam podać parę przykładów na wykorzystanie czasu na nudnych, niepotrzebnych zajęciach. Wiem, że wiele z Was musi uczęszczać na takie przedmioty, chociaż na moich studiach jest ich niewiele. Mam tutaj na myśli zajęcia, które i tak zaliczasz za przysłowiowe "ładne oczy" lub za pobranie pracy z neta. Wykłady na których prowadzący i tak czyta swoją prezentację nie są warte Twojej obecności! Mógłbyś przecież w tym czasie uratować świat czy coś...


A więc co można robić w trakcie bezsensownych zajęć ?


1. Można na nie nie iść.


Po prostu, bo po co masz siedzieć na zajęciach, na których ktoś czyta swoje notatki. Kolega czy koleżanka ze studiów chętnie podzielą się kserówkami - Ty odwdzięczysz się im małym prezentem. Jeśli tylko obecność nie jest sprawdzana na takich wykładach to wiej gdzie pieprz rośnie! Po co masz na nich siedzieć? W tym czasie możesz przecież zrobić tyle super rzeczy! Pójść na siłownię, basen, poczytać, malować, pisać bloga, ah przecież Ty sam wiesz najlepiej co mógłbyś robić w tym czasie. Na egzamin i tak się nauczysz, bo co to za różnica, czy Ty przepisujesz z rzutnika czy ktoś inny ?

2. Można czytać książkę.


No dobra, ale co jak muszę już iść na ten wykład. Bo wykładowca puszcza listę, bo obecność ma wpływ na zaliczenie, bo coś tam. Czytaj książkę, najlepiej jakoś dyskretnie, ja mam zawsze coś na telefonie :) Jak chodzę na zajęcia na których obecność jest obowiązkowa i muszę przepisywać wykład z rzutnika, to po przepisaniu danego fragmentu na laptopo przechodzę do drugiego otwartego okna w którym mam otwartą książkę w PDF-ie.



3. Można zaplanować swój dzień.


Towarzyszki mojej studenckiej niedoli zaczynają się już śmiać, kiedy mówię: "To jest dobra chwila, żeby zrobić plan" Niektóre nawet same układały mi jakieś śmieszne plany dnia ;) Ale bardzo gorąco polecam Ci tę opcję. Możesz sobie ustalić co po kolei będziesz robił po powrocie do domu, a zaplanowany dzień, to dzień lepiej wykorzystany. Uwierz mi, że z nim zrobisz znacznie więcej niż bez niego.

4. Można uczyć się na coś innego.


Jak tylko muszę, to uczę się na inne kolokwium, albo po prostu odpalam aplikację z angielskim czy szwedzkim i ćwiczę.

5. Można rysować.


Szczególnie jeśli to Twoje hobby. Możesz trenować swoją rękę podczas zajęć, co daje całe dziesiątki godzin praktyk! Jeśli na co dzień nie rysujesz lub jeśli nie chcesz nauczyć się rysować, to może wybierz inną z podanych tutaj propozycji ;)



6. Można grać w rozwojowe gry.


Ogólnie nie jestem zwolenniczką gier i gdybym miała wybierać: słuchanie nudnego wykładu albo durna gra to wybrałabym eee no dobra durną grę. Ale od durnej gry wolę tę ambitną ;) Można też pograć z sąsiadem obok w piłkarzyki, statki i inne takie. Moja ulubiona gra na zajęcia to ta, w której rysuje się tę piramidę z kółek a potem stawia się kropki w tych kółkach, tak, żeby zebrać cały rząd i go skreślić. Wie ktoś jak to się nazywa ?

I pamiętaj, że studia to najlepszy okres w Twoim życiu, dlatego nie skupiaj się tylko i wyłącznie na nauce! Rozejrzyj się wokół siebie. Dla studentów jest organizowanych bardzo wiele niezwykłych przedsięwzięć. Zacznij udzielać się w organizacjach studenckich, poczytaj o programach wyjazdowych dla studentów. Korzystaj z tego czasu, bo wiecznie trwać nie będzie!

PS. Czytając tego posta mogłeś pomyśleć, że wiecznie obijam się na studiach. Niestety nie mam tak fajnie a może to nawet i dobrze. Podzieliłam sobie zajęcia na dwa rodzaje. To jest wpis o tym co można robić podczas tych bezsensownych zajęć i nie okłamujmy się, że takich nie ma. Możesz też przeczytać notkę o tych angażujących zajęciach i o tym, co robię by z nich jak najwięcej zapamiętać. Zapraszam Cię do czytania o tym TUTAJ.

I jeszcze przypomnę Ci o moim profilu na FB. Jeśli chcesz być na bieżąco z wszystkimi informacjami to zachęcam do polajkowania go.

Trzymaj się i do następnego razu!

Blue Kangarooo



wtorek, 22 kwietnia 2014

Jak przyciągnęłam do siebie Kindle 5 za darmo?



A bardzo prosto, ale zacznę od początku. Pewnie nie raz słyszałeś zdanie: "Jeśli czegoś bardzo pragniesz to na pewno to otrzymasz." Grzecznie kiwałeś głową a potem w myślach uśmiechałeś się do siebie z powodu naiwności osoby, która wypowiadała te słowa. Wiesz, w dzieciństwie łapałam latające nasiona dmuchawca, wypowiadałam w myślach życzenie i puszczałam nasionko dalej. Życzenie brzmiało zawsze tak samo. "Chciałabym mieć pieska." Mam dwa. Bardzo wierzyłam w spełnienie się tego marzenia i często o tym myślałam. To pewnie jedno z typowych dziecięcych marzeń. Kiedy rodzice przywieźli go do domu, byłam pewna, że jest to zasługa mojej wiary w marzenia. Potem niestety od tego odeszłam. Wydawało mi się to dziecinne i nie marzyłam już tak jak kiedyś. Na szczęście to się zmieniło.


Rok temu zaczęłam doceniać siłę pozytywnej energii. Zainspirował mnie tym mój chłopak, który wiecznie miał (ma) szczęście! Raz to niespodziewane przypływy pieniędzy, raz szczęście na studiach, aż zaczynałam mu tego zazdrościć! Wiedziałam jednak, że to wszystko jest "karmą", która do niego wraca. Za uprzejmość, pozytywne nastawienie, bycie miłym itd. Napisałam słowo "karma" w cudzysłowie, bo nie wiem jak to inaczej nazwać. Nie jestem wyznawcą hinduizmu i większość z Was pewnie też nie jest. Chodzi mi o pozytywną energię, którą dzielisz się z innymi. Jeżeli dajesz komuś uśmiech, miłe słowo, jeżeli udzielasz się charytatywnie, widzisz naprzeciw siebie drugiego człowieka i potrafisz dzielić się z nim pozytywnym nastawieniem poprzez takie drobne gesty, to na pewno i mogę Cię o tym zapewnić, wszystko to wróci do Ciebie z podwojoną siłą. Nie przejmowanie się błahostkami, tolerancyjność, ograniczenie narzekania (staram się całkowicie pozbyć tej cechy) i miłe nastawienie do innych sprawiają, że mogę, może jeszcze trochę nieśmiało zacząć mówić, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Dlaczego nieśmiało? Bo moja perfekcyjność nie pozwala mi powiedzieć, że jestem w 100% szczęśliwym człowiekiem. Ale z nią też staram się walczyć ;) Dlatego nie mówię, że jestem idealna w stosowaniu tych wszystkich zasad i zdarzają mi się gorsze dni, ale naprawdę się staram! 



No dobrze, teraz kiedy jesteś już radosnym, miłym i uśmiechniętym człowiekiem a przynajmniej starasz się takim być, to możemy przejść do tej właściwiej części o przyciąganiu szczęścia i o tym jak ja przyciągnęłam nowiutki czytnik Kindle 5. Widzisz, ten długi wstęp był potrzebny, bo nie można przyciągać zachłannie szczęście, zarazem życząc wszystkim jak najgorzej, i narzekając na cały świat. Na początku opisałam Ci jak robiłam to w dzieciństwie, dość intuicyjnie i po prostu marząc. Teraz nie łapię już nasion dmuchawca (chociaż może do tego wrócę?), jednak cała zabawa nadal opiera się na ogromnym pragnieniu czegoś. 

Jakiś czas temu będąc już mocno wkręcona w blogi rozwojowe natknęłam się na tekst cudownej Ani, z którą miałam przyjemność i także szczęście się spotkać. Otóż Ania na swoim blogu zamieściła tekst (który sama też odnalazła na innym blogu :p Ah te blogi, kolejny dowód na to, że są ekstra!) o prawie przyciągania. Ćwiczenie dotyczyło przyciągnięcia niebieskiego piórka i o tym wszystkim możecie poczytać w podlinkowanym poście.  Wykonałam to ćwiczenie i udało mi się odnaleźć niebieskie piórko! A jak przyciągnęłam czytnik? Dokładnie tak samo! Wiesz, to nie było tak, że był on moją chwilową zachcianką. Od dłuższego czasu myślałam o tym, że jadę autobusem i wyciągam z torebki, zamiast ciężkiej, grubej książki - lekki i cienki czytnik. 
I nadarzyła się okazja. Kody Rabatowe razem ze stroną Woblink ogłosiły promocję. Od godziny 19:00 będą sprzedawać czytniki Kindle 5 za 1 zł. Było ich 30. Warto do tego doliczyć jeszcze 16 zł za przesyłkę, co daje nam 17 zł za czytnik e-booków - nieźle, ale mogło być lepiej. I było! 


Dlaczego ja otrzymałam czytnik za darmo?





Usiadłam wieczorem na kanapie i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie czytnik, jego wagę, jak leży w moich dłoniach. Obejrzałam go dokładnie, wciskałam każdy guzik po kolei. Czułam pod palcami jego strukturę i czułam nawet jego zapach ! Po czym powiedziałam do siebie w myślach a następnie na głos " Dzisiaj wygram czytnik Kindle 5" i włączyłam komputer. Byłam o tym święcie przekonana. To nie było tak "a może mi sie uda", "a nóż będę miała szczęście", ja wiedziałam, że go wygram. Mówiłam do mojego chłopaka: "Wiesz, za tydzień o tej porze musimy być w domu, bo przyjdzie kurier."

Byłam na stronie 10 min wcześniej i czekałam na aktywację kodu. Kiedy wybiła 19:00 serwery Woblinka padły i nikomu nie udało się wejść na stronę. Organizatorzy nie spodziewali się najwidoczniej takiego oblężenia. Dzielnie odświeżałam stronę mając nadzieję, że Woblink szybko się podniesie. Weszłam na fanpage Kodów Rabatowych i zobaczyłam post w którym informowali oni o usterce i ogłaszali konkurs. Osoba, która napisze najlepszy komentarz otrzyma Kindle za darmo! Nie mogłam zmarnować takiej szansy, więc szybko naskrobałam rymowankę. Wyglądała ona tak :


Wiesz co jest najzabawniejsze ? To, że w tym krótkim wierszyku jest błąd ortograficzny. Napisano tam prawie 400 komentarzy, a to mój w dodatku z błędem wygrał!
Błąd :
Słowo "męk" powinno być odmienione "mąk". Wiedziałeś? No ja też nie. Oczywiście po ogłoszeniu wyników poleciały komentarze z przysłowiowym "bólem dupy", ale ja zaczęłam się panicznie śmiać. To naprawdę musi być szczęście! Osoba, która wygrywa taki sprzęt powinna się jakoś wykazać elokwencją i takie tam a tu ja i to z błędem! No nawet teraz chce mi się śmiać :p 


Kiedy w końcu strona się podniosła, nie udało mi się wrzucić do koszyka czytnika. Nie dość, że byłam niezarejestrowanym użytkownikiem to w dodatku mój internet nie podołał. I dobrze, miałabym płacić 17 zł za czytnik ? Pf :p

Tak jak widzicie wystarczyły mi trzy kroki:


1. Pozytywne nastawienie.
2. Głęboka wiara w spełnienia marzenia.
3. Wizualizacja.



I to już wszystko! Dziękuję Ci za lekturę tego posta, mam ogromną nadzieję, że i Tobie uda się przyciągać do siebie szczęście, życzę Ci tego z całego serca! Teraz pozostaje mi tylko zaprosić Cię do polajkowania mojego facebooka. Może udało mi się jakoś Ciebie przyciągnąć ? ;)

Buziaki!

Blue Kangarooo

PS. Osiągnęłam szczyt moich możliwości informatycznych dodając te kategorie na górze. Wiem, że nie są najpiękniejsze, ale denerwowało mnie to, że nie ma takiego podziału i wszystko jest chaotycznie ułożone. Obiecuję, że to tylko tymczasowe!

niedziela, 20 kwietnia 2014

O tym jak wykorzystać czas na studiach? cz.1 - seria studencka

Cześć!

Odkąd uświadomiłam sobie, że nie chcę prowadzić tego bloga tylko w celach hmm modowych, że chcę pisać i co ważne mieć o czym pisać, do głowy przychodzi mi naprawdę wiele pomysłów na posty. Rozglądam się wokół siebie i myślę o moim zwykłym dniu. I wiesz co jest śmieszne? Że dopiero teraz zauważyłam, że przecież jakieś 70% mojego czasu zabiera mi studiowanie! Hmm nie no  dobra, wiedziałam o tym wcześniej, ale jakby dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że mogę o tym pisać, ponieważ jest to również część życia wielu z Was! Dlatego postanowiłam otworzyć nową serię na blogu - Serię studencką. Może  ktoś podsunie jakiś pomysł na nazwę? Ja na razie mam tylko :



Z życia studentki



Ale to takie mało kreatywne. Niestety, muszę Was wszystkich prosić o cierpliwość co do zmiany szablonu bloga i dostępności różnych tematyk w osobnych rubrykach. Mam parę pomysłów na wygląd bloga, ale niestety niezbyt dużo hajsu, żeby zlecić komuś jego wykonanie. Może tutaj też możecie mi jakoś pomóc?

fot. cherryJim a link do tego posta TU



A wracając do tematu dzisiejszego posta, chciałam Ci przedstawić kilka metod na porządne wykorzystanie czasu spędzonego na uczelni. Niektóre z tych rad możesz również stosować, jeśli uczęszczasz do szkoły. 



Na pewno nie raz a może i bardzo często, nie mówiąc, że zawsze zaczynasz dzień z myślą "Byle przetrwać na uni". No właśnie byle dobić do końca, odbębnić te parę godzin i zająć się własnym życiem. I znasz pewnie to uczucie, kiedy siadasz do nauki na kolokwium czy egzamin i nie umiesz sobie przypomnieć czy i kiedy była mowa o tym, co jest nabazgrane w Twoich notatkach? Ja też tak mam.



Albo inna, zupełnie odwrotna sytuacja. Chodzisz na jakieś zajęcia, robisz notatki, starasz się uważać, a na koniec semestru okazuje się, że zaliczenie polega na oddaniu pracy pożyczonej od koleżanki z roku wyżej, która to ponadto ściągnęła ją z neta. Śmiejecie się wtedy, że ona dostała 3,5, a Ty 4,5, no ale co się stało z Twoim cennym czasem ? Owszem, jeśli zajęcia były interesujące i wniosły coś do Twojego życia to super, ale jeśli po raz milion setny wbijano Ci do głowy nurty w filozofii starożytnej Grecji co kompletnie Cię nie interesowało, to już gorzej.




Zacznijmy może od tej bardziej angażującej części. To znaczy, tej, kiedy trzeba uważać na zajęciach.


By zapamiętać z lekcji jak najwięcej:


1. Nie możesz być negatywnie nastawiony do zajęć!



Ciesz się na zajęcia, nawet jeśli to trudne, powtarzaj sobie w głowie "Super, że dzisiaj dowiem się czegoś nowego!" albo "Fajnie, że dziś mam tłumaczenia ustne, to tak rozwija mój język!" Nawet jeśli tego nie czujesz powtarzaj to. Wyślesz swojej podświadomości sugestię, w którą ona naprawdę zacznie wierzyć! 



2. Nie słuchaj i nie powtarzaj narzekań innych.


Nie mów: "Boże, znowu ta biologia, nie chce mi się tu siedzieć. I tak się tu nic nie nauczę... Znowu będzie burczał coś pod nosem i nic nie zrozumiem" itd... Jeśli ciągle to powtarzasz, negatywne komunikaty docierają do Twojej podświadomości i już przed startem jesteś na straconej pozycji, na pewno niczego się nie nauczysz. Jeśli inni narzekają nie słuchaj ich, najlepiej wyjdź, albo spróbuj zmienić temat lub też - ich nastawienie. Jeśli grupa jest pozytywnie nastawiona to zajęcia mijają w przyjemnej atmosferze na czym zyskuje każdy z osobna. Mózg lepiej chłonie informacje, gdy jest otoczony pozytywną energią.

3. Zrelaksuj się.


Staraj się nie stresować kolejnymi zajęciami. Nie ma się czego bać, bo wiadomo, że strach paraliżuje. Posłuchaj ulubionej piosenki, głęboko oddychaj, zajmij się rozmową z koleżanką, byle nie na temat dręczącego Cię przedmiotu.

4. Zadawaj sobie pytania.


Zaczęły się ćwiczenia czy tam wykład i prowadzący przedstawia tematykę dzisiejszych zajęć. Dobrze jest pobudzić zainteresowanie naszego mózgu, żeby nie pozostał biernym słuchaczem, bo szybko odpłynie, lecz zrobić tak, aby kombinował i działał. Przykład wcześniej już wspomniany:

Temat zajęć : Nurty filozoficzne starożytnej Grecji.

Zadaję sobie pytania, by wzbudzić w sobie zainteresowanie.

Ciekawe jakie to są nurty?
Ciekawe na czym polegały?
Może jakieś mogłabym wykorzystać w moim życiu?
A może już jakieś naśladuję, a o tym nie wiem ?

Itd. Itp.

Wiem, że początkowo może to być dla Ciebie dziwne, ale uwierz mi to bardzo pomaga. Zadawaj sobie pytania nawet jeśli potencjalnie nie czujesz się zainteresowany tematem. Co Ci szkodzi? Twój umysł zacznie poszukiwać odpowiedzi. Będzie się bardziej angażował, a gdy znajdzie odpowiedź na postawione pytania lepiej je zapamięta, niż jakby usłyszał suche informacje. 

5. Zadawaj pytania prowadzącemu.


Kto pyta nie nie błądzi a za zadawanie pytań jeszcze nikogo nie wyrzucono ze studiów. Pytaj, bo po pierwsze wchodzisz wtedy w interakcje z drugim człowiekiem, a jest to swego rodzaju odmiana, "inność" podczas zajęć, którą zarejestruje Twój mózg. I po drugie lepiej zapamiętujesz, kiedy się angażujesz.

6. Schowaj telefon.


Chodzi o to, żebyś nie sprawdzał co chwilę, która jest godzina. Baaardzo ciężkie, ale spróbuj zostawić telefon w torbie i nie kłaść go na stół. Czas będzie płynął szybciej, jeśli nie będziesz liczyć ile zostało do końca zajęć.

7. Chciej !


Musisz po prostu chcieć się czegoś dowiedzieć. Uważać, robić notatki, jeśli to tylko możliwe to różnorodne; rysunkowe, tabelkowe, mapy myśli. Staraj się jak najwięcej wyciągnąć z zajęć, by zaoszczędzić sobie pracy w domu. Skoro już MUSISZ tutaj siedzieć, wykorzystaj ten czas jak najlepiej! 

fot. Ola Surowaniec, a post TUTAJ


Są to doświadczenia, które zebrałam w przeciągu 2 lat studiów i sama nie jestem jeszcze perfekcyjna w ich stosowaniu, ale teraz kiedy je spisałam i posegregowałam, czuję, że będę się również bardziej przykładać do ich stosowania. Pisałam o tym co moim zdaniem najlepiej jest robić podczas zajęć, ale musisz pamiętać, że powtórzenie materiału w domu jest bardzo ważnym elementem! Trzeba udeptywać te nowo powstałe ścieżki w mózgu :) 


Ale też nie przesadzajmy, studia to cudowny okres w Twoim życiu! W końcu mieszkasz bez rodziców, masz swobodę, której nie miałeś nigdy wcześniej. Nie możesz tego czasu zmarnować. Przecież to właśnie te czasy masz wspominać z łezką w oku za 10 lat. Więc kolejny post z tej serii będzie mówić o tym jak wykorzystać niepotrzebne ( ale tak na serio) zajęcia, przede wszystkim nudne wykłady, na których prowadzący czyta notatki, które Ty przepisujesz z rzutnika, albo te, które zaliczasz, za ładne oczy. I w dodatku wszyscy je tak zaliczają. Napiszę o tym, co można robić podczas takiego wykładu. Myślę, że ten post będzie napisany bardziej na luzie i z większym dystansem. 



A więc zapraszam Cię do śledzenia mnie na Facebooku, żebyś nie przegapił kolejnego, a także każdego następnego wpisu.



Buziaki


Blue Kangarooo

piątek, 18 kwietnia 2014

Co można robić we Wrocławiu ?





W ubiegłą sobotę miałam okazję zobaczyć znany mi jedynie z opowiadań i zdjęć Wrocław. Jako człowiek zorganizowany ułożyłam plan wycieczki, który oparłam na informacjach znalezionych w internecie, bo zupełnie nie miałam pomysłu na to, co chciałabym we Wrocławiu zobaczyć. No dobra, wiem, wiem Panorama Racławicka i te sprawy, ale co jeszcze :p? 

Zacznijmy od początku. Najpierw wykupienie biletów w Polskim Busie. A że dzień we Wrocławiu trzeba wycisnąć jak cytrynkę, no to odjazd o 4:30, a co tam! Kto rano wstaje temu ten, no, przecież wiecie... Cena zaiste kusząca, 11 zł za osobę z Katowic do Wrocławia i z powrotem to samo. Kocham Polskiego Busa!

Ustalenie planu wycieczki nie było łatwe i do tego czasochłonne. Do końca nie byłam pewna czy uda nam się zaliczyć wszystkie punkty, ale udało się ! Do wszystkich miejsc dotarliśmy pieszo, by mieć możliwość bliższego poznania miasta. Znaleźliśmy też sporo czasu na odpoczynek :) A to, mapa naszej wędrówki.




Około 7 byliśmy na miejscu, a pierwsze muzeum, które znajduje się na naszej mapie  wycieczki otwierano dopiero o 10, ale uwierzcie mi, że te 3 godziny wcale się nie dłużyły. Pogoda nam dopisywała, chociaż rano jest jeszcze chłodno. Na pierwszy rzut oka Wrocław zachwycił mnie monumentalnymi, ogromnymi budynkami. Wszystko jest tam takie obszerne. Inne miasta wojewódzkie, które dotychczas odwiedziłam wydają mi się jakby "ciaśniejsze". Mniejsze kamieniczki, węższe uliczki. Wrocław jest dla mnie w pewnym sensie większy :p


1. Rynek

Zobaczyć rynek to podstawowy plan każdej wycieczki obojętnie do jakiego miasta. No to od niego też zaczęłam. Wymarzyłam sobie poranny spacer z głową uniesioną ku wysokim kamienicom i gorącą czekoladę w jakiejś klimatycznej kawiarence. (na dzień rocznicy odpuściłam sobie postanowienie z niejedzeniem słodyczy przez miesiąc, bo to przecież JEST powód!) Co sobie wymarzyłam to i dostałam.





Na rynku byliśmy dość wcześnie co możecie zauważyć na tarczy zegara ratusza. à propos tego budynku, to jeden z najlepiej zachowanych historycznych ratuszy w Polsce  i go również możecie zwiedzić, Znajduje się w nim Muzeum Sztuki Mieszczańskiej. Ja jakoś nie miałam w planach wejścia do ratusza, gdyż na 10 chciałam już być w innym muzeum.



( To był dzień ANTYSTYLÓWY. Do 3:30 nad ranem nie wiedziałam co założę. A to przecież rocznica! Kupiłam dzień wcześniej tę sukienkę w lumpie za 3 zeta, wyprałam, no ale nie wiedziałam czy chcę ją ubierać. Nie znalazłam nic innego, a chciałam włożyć coś nowego. Masakra. Chłopak powiedział, że ślicznie wyglądam, no to dobra. Została.


2. Krasnale

Największą zabawą tego dnia było dla nas wypatrywanie krasnali. W całym mieście jest ich już ponad 300 a ich liczba stale rośnie. Wynik naszej gry :

Oskar - wszystkie : Ania - jeden, żeby nie było jej przykro.

Super pomysłem na zwiedzenie miasta, jest zwiedzanie go razem z krasnaludkami. Niestety my nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by spotkać się ze wszystkimi, dlatego fotografowaliśmy tylko te, które weszły nam w drogę.







Upragnioną czekoladę mogłam wypić w blasku pojawiającego się na rynku słońca w Cafe de France. Przy akompaniamencie świergoczących wróbelków, które przysiadywały obok nas ochoczo otwierając dziubki spędziliśmy czas do godziny 10, by następnie ruszyć w kierunku Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Śmiało mogę polecić Wam odwiedzoną przeze mnie kawiarnię, bo jest naprawdę klimatyczna ( te odważne wróbelki są przeurocze)jak dla mnie idealne miejsce na poranną kawę, herbatę czy tam czekoladę :p




3. Muzeum Poczty i Telekomunikacji

Kiedy dotarliśmy do muzeum zostaliśmy miło zaskoczeni, ponieważ przemiła Pani poinformowała nas, że dzisiaj wstęp jest darmowy. Według normalnego porządku muzeum możecie zobaczyć nieodpłatnie w niedzielę. Nam się udało, bo akurat tego dnia odbywał się tam jakiś wykład i nie zapłaciliśmy za wstęp.( Chociaż potem nam powiedziano, że nie powinniśmy dostać darmowego biletu, bo nie zostajemy na wykładzie, no ale cóż ...) 
Pierwsza sala ze zbiorami znaczków nie zachwyciła mnie ale wierzę, że dla niejednego filatelisty byłby to raj na ziemi. Zbiory otwierają znaczki z 1860 roku. Jeśli chodzi o znaczki, to ciekawsze były te ustawione w holu: pachnące, 3d lub też amerykańskie znaczki, które były zarazem płytami winylowymi. Pani w muzeum zapewniała, że z odpowiednim sprzętem można by spokojnie posłuchać nagranej na nich muzyki :)




Aparat telegraficzny z klawiaturą jak w fortepianie bardzo mi się spodobał. W ogóle nie wiedziałam o istnieniu takiego sprzętu!


A takie rzeczy już tylko w muzeach :


No i 4. Panorama Racławicka

To oczywiście najważniejsze miejsce do odwiedzenia na mapie Wrocławia. Byłam bardzo ciekawa czy spodoba mi się dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka. I muszę przyznać, że nadal jestem pod jego ogromnym wrażeniem! Obraz ma 114 metrów długość i 15 metrów wysokości a farba na nim położona waży łącznie 750 kg! Do 2012 roku zobaczyło ją już 8 mln osób. Nie umiem sobie wyobrazić ile pracy było potrzebne by stworzyć coś tak ogromnego. A całą panoramę ukończono zaledwie po 9 miesiącach prac. I kolejny dowód na to, że Wrocław jest "większy".


 Muszę również przyznać, że owe " przedłużenie obrazu" jest wykonane perfekcyjnie! Będąc w rotundzie ma się wrażenie, że naprawdę jest się na polu bitwy! Wydaje mi się też, że dzięki książce "Bezcenny" którą aktualnie czytam, zaczęłam bardziej doceniać sztukę. W końcu została mi ona przedstawiona z ciekawej strony! 


5. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego

Teraz na wiosnę ogród jest jeszcze dość "nieśmiały". Jest bardzo zielono i świeżo. Pączki kwiatów powolutko pojawiają się na drzewach, a kolory dopiero wychylają się  zza zielonych skwerków. Na szczęście trafiliśmy na okres kwitnięcia pięknych białych i różowych magnolii. Tu udało nam się odpocząć, pooddychać pełną piersią i co nieco przekąsić. Nabraliśmy sił na dalszy spacer po mieście.





6. Most Tumski

To miejsce, które musi odwiedzić każda zakochana para. O uroczym zwyczaju zapinania kłódek na mostach pisałam Wam już TUTAJ. My również zapieliśmy kłódeczkę i wyrzuciliśmy kluczki do Odry, jak nakazuje tradycja. Kłódkę możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Słyszałam o tym, że z powodu obciążenia mostu kłódki te są co jakiś czas zdejmowane, ale chce się łudzić, że mojej nie będą ściągać :p


7. Muzeum Militariów 

Jeśli bardzo kochasz swojego chłopaka, to pozwolisz mu na zaliczenie tego punktu wycieczki. Uwierz mi będzie się tam świetnie bawił, a Ty nie będziesz wiedziała o co chodzi. Bądź miła, przytakuj i udawaj zainteresowanie. A potem obserwuj jak się chłopak cieszy. 


Ale tak serio, to nawet spodobało mi się to muzeum. Ciekawa była sala, w której znajdowały się same hełmy. Nie wiem czemu jej nie sfotografowałam. Zobaczyć tu możecie też sporą kolekcję broni białej i palnej. Ale ja się na tym nie znam to nie powiem Wam nic więcej. 

A! I w tym samym budynku mieści się też bodajże Muzeum Etnograficzne. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale nie pamiętam już za dobrze, bo go nie zwiedzaliśmy. Naszą uwagę przykuł jednak znak na drzwiach prowadzących do tego muzeum i do szatni...


8. Rynek i czekolada po raz drugi.

Kiedy wróciliśmy już na rynek, marzyłam o tym, aby rzucić się w fotel byle jakiej knajpy i spędzić tam resztę czasu, czekając na autobus. Byłam już wykończona ale zarazem bardzo z nas zadowolona. Udało nam się spełnić założony plan a w dodatku zostało nam jeszcze sporo czasu! Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, kiedy wcinałam lody.( Oczywiście wszelkie glutenowe dodatki oddałam towarzyszowi podróży ;) )



A potem czekoladę, Drugi raz dzisiaj...
Bita śmietana z puszki, ble.)



Do tego jeszcze ostatni rzut oka na Wrocławski rynek i czym prędzej na dworzec autobusowy.



W domu byliśmy jakoś po 23. Na nogach od 3 rano, wykończeni ale z uśmiechami na twarzach dzięki dobrze wykorzystanemu i miło spędzonemu dniu. Gorąco polecam Wam ten plan wycieczki. Jest w nim i coś dla ducha ( Panorama, muzea) i coś dla reklaksu (ogród, Most Tumski, rynek) i coś dla faceta ( Muzeum Militariów ;) ) Wiem, że we Wrocławiu jest sporo kościołów i klasztorów, które odwiedzają turyści, ale to nie dla mnie. Chodziłam do takich miejsc na wycieczkach szkolnych i naprawdę, nie pamiętam ani jednego. We Wrocławiu łącznie zrobiliśmy około 13 kilometrów. Myślałam, że moje botki nie są złym rozwiązaniem na taki spacer... Zawsze wydawały mi się wygodne, jednak nie nadają się na dłuższy marsz. Polecam zaopatrzyć się w dobre buty. Ja takich nie mam i nie wiem co powinnam kupić!


To już koniec  mojej wrocławskiej opowieści. Piszcie mi jak się Wam podoba pomysł. To mój pierwszy wpis w podróżniczym stylu na tym blogu i nie wiem czy za dużo teksu może nie dodałam, albo za mało. A może za dużo lub za mało zdjęć ? Piszcie proszę, Wasze rady są dla mnie bezcenne!

Trzymajcie się ciepło kochani i do zobaczenia znowu!

Blue Kangarooo

Jeśli spodobał Ci się post lub ogólnie mój blog, to zapraszam Cię to polajkowania go na Facebooku :)