piątek, 18 kwietnia 2014

Co można robić we Wrocławiu ?





W ubiegłą sobotę miałam okazję zobaczyć znany mi jedynie z opowiadań i zdjęć Wrocław. Jako człowiek zorganizowany ułożyłam plan wycieczki, który oparłam na informacjach znalezionych w internecie, bo zupełnie nie miałam pomysłu na to, co chciałabym we Wrocławiu zobaczyć. No dobra, wiem, wiem Panorama Racławicka i te sprawy, ale co jeszcze :p? 

Zacznijmy od początku. Najpierw wykupienie biletów w Polskim Busie. A że dzień we Wrocławiu trzeba wycisnąć jak cytrynkę, no to odjazd o 4:30, a co tam! Kto rano wstaje temu ten, no, przecież wiecie... Cena zaiste kusząca, 11 zł za osobę z Katowic do Wrocławia i z powrotem to samo. Kocham Polskiego Busa!

Ustalenie planu wycieczki nie było łatwe i do tego czasochłonne. Do końca nie byłam pewna czy uda nam się zaliczyć wszystkie punkty, ale udało się ! Do wszystkich miejsc dotarliśmy pieszo, by mieć możliwość bliższego poznania miasta. Znaleźliśmy też sporo czasu na odpoczynek :) A to, mapa naszej wędrówki.




Około 7 byliśmy na miejscu, a pierwsze muzeum, które znajduje się na naszej mapie  wycieczki otwierano dopiero o 10, ale uwierzcie mi, że te 3 godziny wcale się nie dłużyły. Pogoda nam dopisywała, chociaż rano jest jeszcze chłodno. Na pierwszy rzut oka Wrocław zachwycił mnie monumentalnymi, ogromnymi budynkami. Wszystko jest tam takie obszerne. Inne miasta wojewódzkie, które dotychczas odwiedziłam wydają mi się jakby "ciaśniejsze". Mniejsze kamieniczki, węższe uliczki. Wrocław jest dla mnie w pewnym sensie większy :p


1. Rynek

Zobaczyć rynek to podstawowy plan każdej wycieczki obojętnie do jakiego miasta. No to od niego też zaczęłam. Wymarzyłam sobie poranny spacer z głową uniesioną ku wysokim kamienicom i gorącą czekoladę w jakiejś klimatycznej kawiarence. (na dzień rocznicy odpuściłam sobie postanowienie z niejedzeniem słodyczy przez miesiąc, bo to przecież JEST powód!) Co sobie wymarzyłam to i dostałam.





Na rynku byliśmy dość wcześnie co możecie zauważyć na tarczy zegara ratusza. à propos tego budynku, to jeden z najlepiej zachowanych historycznych ratuszy w Polsce  i go również możecie zwiedzić, Znajduje się w nim Muzeum Sztuki Mieszczańskiej. Ja jakoś nie miałam w planach wejścia do ratusza, gdyż na 10 chciałam już być w innym muzeum.



( To był dzień ANTYSTYLÓWY. Do 3:30 nad ranem nie wiedziałam co założę. A to przecież rocznica! Kupiłam dzień wcześniej tę sukienkę w lumpie za 3 zeta, wyprałam, no ale nie wiedziałam czy chcę ją ubierać. Nie znalazłam nic innego, a chciałam włożyć coś nowego. Masakra. Chłopak powiedział, że ślicznie wyglądam, no to dobra. Została.


2. Krasnale

Największą zabawą tego dnia było dla nas wypatrywanie krasnali. W całym mieście jest ich już ponad 300 a ich liczba stale rośnie. Wynik naszej gry :

Oskar - wszystkie : Ania - jeden, żeby nie było jej przykro.

Super pomysłem na zwiedzenie miasta, jest zwiedzanie go razem z krasnaludkami. Niestety my nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu, by spotkać się ze wszystkimi, dlatego fotografowaliśmy tylko te, które weszły nam w drogę.







Upragnioną czekoladę mogłam wypić w blasku pojawiającego się na rynku słońca w Cafe de France. Przy akompaniamencie świergoczących wróbelków, które przysiadywały obok nas ochoczo otwierając dziubki spędziliśmy czas do godziny 10, by następnie ruszyć w kierunku Muzeum Poczty i Telekomunikacji. Śmiało mogę polecić Wam odwiedzoną przeze mnie kawiarnię, bo jest naprawdę klimatyczna ( te odważne wróbelki są przeurocze)jak dla mnie idealne miejsce na poranną kawę, herbatę czy tam czekoladę :p




3. Muzeum Poczty i Telekomunikacji

Kiedy dotarliśmy do muzeum zostaliśmy miło zaskoczeni, ponieważ przemiła Pani poinformowała nas, że dzisiaj wstęp jest darmowy. Według normalnego porządku muzeum możecie zobaczyć nieodpłatnie w niedzielę. Nam się udało, bo akurat tego dnia odbywał się tam jakiś wykład i nie zapłaciliśmy za wstęp.( Chociaż potem nam powiedziano, że nie powinniśmy dostać darmowego biletu, bo nie zostajemy na wykładzie, no ale cóż ...) 
Pierwsza sala ze zbiorami znaczków nie zachwyciła mnie ale wierzę, że dla niejednego filatelisty byłby to raj na ziemi. Zbiory otwierają znaczki z 1860 roku. Jeśli chodzi o znaczki, to ciekawsze były te ustawione w holu: pachnące, 3d lub też amerykańskie znaczki, które były zarazem płytami winylowymi. Pani w muzeum zapewniała, że z odpowiednim sprzętem można by spokojnie posłuchać nagranej na nich muzyki :)




Aparat telegraficzny z klawiaturą jak w fortepianie bardzo mi się spodobał. W ogóle nie wiedziałam o istnieniu takiego sprzętu!


A takie rzeczy już tylko w muzeach :


No i 4. Panorama Racławicka

To oczywiście najważniejsze miejsce do odwiedzenia na mapie Wrocławia. Byłam bardzo ciekawa czy spodoba mi się dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka. I muszę przyznać, że nadal jestem pod jego ogromnym wrażeniem! Obraz ma 114 metrów długość i 15 metrów wysokości a farba na nim położona waży łącznie 750 kg! Do 2012 roku zobaczyło ją już 8 mln osób. Nie umiem sobie wyobrazić ile pracy było potrzebne by stworzyć coś tak ogromnego. A całą panoramę ukończono zaledwie po 9 miesiącach prac. I kolejny dowód na to, że Wrocław jest "większy".


 Muszę również przyznać, że owe " przedłużenie obrazu" jest wykonane perfekcyjnie! Będąc w rotundzie ma się wrażenie, że naprawdę jest się na polu bitwy! Wydaje mi się też, że dzięki książce "Bezcenny" którą aktualnie czytam, zaczęłam bardziej doceniać sztukę. W końcu została mi ona przedstawiona z ciekawej strony! 


5. Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego

Teraz na wiosnę ogród jest jeszcze dość "nieśmiały". Jest bardzo zielono i świeżo. Pączki kwiatów powolutko pojawiają się na drzewach, a kolory dopiero wychylają się  zza zielonych skwerków. Na szczęście trafiliśmy na okres kwitnięcia pięknych białych i różowych magnolii. Tu udało nam się odpocząć, pooddychać pełną piersią i co nieco przekąsić. Nabraliśmy sił na dalszy spacer po mieście.





6. Most Tumski

To miejsce, które musi odwiedzić każda zakochana para. O uroczym zwyczaju zapinania kłódek na mostach pisałam Wam już TUTAJ. My również zapieliśmy kłódeczkę i wyrzuciliśmy kluczki do Odry, jak nakazuje tradycja. Kłódkę możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Słyszałam o tym, że z powodu obciążenia mostu kłódki te są co jakiś czas zdejmowane, ale chce się łudzić, że mojej nie będą ściągać :p


7. Muzeum Militariów 

Jeśli bardzo kochasz swojego chłopaka, to pozwolisz mu na zaliczenie tego punktu wycieczki. Uwierz mi będzie się tam świetnie bawił, a Ty nie będziesz wiedziała o co chodzi. Bądź miła, przytakuj i udawaj zainteresowanie. A potem obserwuj jak się chłopak cieszy. 


Ale tak serio, to nawet spodobało mi się to muzeum. Ciekawa była sala, w której znajdowały się same hełmy. Nie wiem czemu jej nie sfotografowałam. Zobaczyć tu możecie też sporą kolekcję broni białej i palnej. Ale ja się na tym nie znam to nie powiem Wam nic więcej. 

A! I w tym samym budynku mieści się też bodajże Muzeum Etnograficzne. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale nie pamiętam już za dobrze, bo go nie zwiedzaliśmy. Naszą uwagę przykuł jednak znak na drzwiach prowadzących do tego muzeum i do szatni...


8. Rynek i czekolada po raz drugi.

Kiedy wróciliśmy już na rynek, marzyłam o tym, aby rzucić się w fotel byle jakiej knajpy i spędzić tam resztę czasu, czekając na autobus. Byłam już wykończona ale zarazem bardzo z nas zadowolona. Udało nam się spełnić założony plan a w dodatku zostało nam jeszcze sporo czasu! Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie, kiedy wcinałam lody.( Oczywiście wszelkie glutenowe dodatki oddałam towarzyszowi podróży ;) )



A potem czekoladę, Drugi raz dzisiaj...
Bita śmietana z puszki, ble.)



Do tego jeszcze ostatni rzut oka na Wrocławski rynek i czym prędzej na dworzec autobusowy.



W domu byliśmy jakoś po 23. Na nogach od 3 rano, wykończeni ale z uśmiechami na twarzach dzięki dobrze wykorzystanemu i miło spędzonemu dniu. Gorąco polecam Wam ten plan wycieczki. Jest w nim i coś dla ducha ( Panorama, muzea) i coś dla reklaksu (ogród, Most Tumski, rynek) i coś dla faceta ( Muzeum Militariów ;) ) Wiem, że we Wrocławiu jest sporo kościołów i klasztorów, które odwiedzają turyści, ale to nie dla mnie. Chodziłam do takich miejsc na wycieczkach szkolnych i naprawdę, nie pamiętam ani jednego. We Wrocławiu łącznie zrobiliśmy około 13 kilometrów. Myślałam, że moje botki nie są złym rozwiązaniem na taki spacer... Zawsze wydawały mi się wygodne, jednak nie nadają się na dłuższy marsz. Polecam zaopatrzyć się w dobre buty. Ja takich nie mam i nie wiem co powinnam kupić!


To już koniec  mojej wrocławskiej opowieści. Piszcie mi jak się Wam podoba pomysł. To mój pierwszy wpis w podróżniczym stylu na tym blogu i nie wiem czy za dużo teksu może nie dodałam, albo za mało. A może za dużo lub za mało zdjęć ? Piszcie proszę, Wasze rady są dla mnie bezcenne!

Trzymajcie się ciepło kochani i do zobaczenia znowu!

Blue Kangarooo

Jeśli spodobał Ci się post lub ogólnie mój blog, to zapraszam Cię to polajkowania go na Facebooku :)




niedziela, 6 kwietnia 2014

10 rodzajów komentatorów na wesoło


Dzisiaj coś z przymrużeniem oka. Czytając komentarze, nie tylko na moim ale na innych blogach można dopatrzeć się pewnych stałych schematów :)





Zacznę od mojego ulubionego typu komentatora:

1. Purysta językowy 

Stoi na straży pięknego języka i poprawności ortograficznej, zawsze czujny! Wyłapie Twoją najmniejszą pomyłkę. 
Przykład:

" 3 akapit, 17 linijka, 8 słowo - nie chcę nic mówić ale brakuje Ci ogonka przy "ę"..."

lub :

" Kochana, żreć piszemy przez "ż" z kropką :* "

Nie komentuje nic więcej, więc rób błędy w tekstach, a zyskasz jego zainteresowanie! A tak poza tym to nie nabijaj się z tego typu komentatora, bo cholernie Ci pomaga!

2. Lakoniczny A

Typowy dla blogów modowych, jednak daje sobie radę także na innych płaszczyznach.
Przykłady komentarzy:

"super!" 
"pięknie!" 
"wow"
"cool!" ( u mnie na blogu najwięcej takich to zagraniczni)


3. Lakoniczny B

Lakoniczny ma też swoją odmianę, Lakoniczny B to inaczej Lakoniczny Spamer. Jego komentarze wyglądają właściwie podobnie jak Lakonicznego A, z jedną, drobniusienieczką różnicą.

"super!" http://lalafashionomgsupergeil.blogspot.com
"pięknie!" http://megasuperblogwejdztufashion.blogspot.com
"wow" http://kolorowesnyprzeszytemalinowanicia.blogspot.com
"cool!" http://fashionstyleenglishsotrendy.blogspot.com


4. Zachwycacz

Kochasz go, bo pieści Twoje blogerskie ego, dla niego właśnie piszesz tego bloga! Dla niego łazisz w tych szpilkach po górach i wykrzywiasz się przed aparatem. Wiesz, że on jest obiektywnym i szczerym komentatorem, bo przecież tylko on mówi Ci jaka jesteś piękna, jaki Twój blog jest cudowny, jak świetne są Twoje zdjęcia. Jego komentarze zwykle są długie, tak abyś mogła się w nich zaczytywać bez pamięci. Ja też go kocham.

5. Hejter

On zna Cię najlepiej, wie jaka jesteś i kto Cię wychował, zresztą nie poświęcajmy mu dużo uwagi, bo się jeszcze przyczepi.

6. Druga matka

Bardzo troszczy się o Twoje zdrowie i zawsze pyta czy aby na pewno nie było Ci zimno. Przestrzega Cię o konsekwencjach noszenia szpilek ( nie wie, że zakładasz je tylko do zdjęć). Chce dla Ciebie jak najlepiej!

7. Męczydupa

U mnie jeszcze niewidoczny, ale to problem znanych blogerów. Zadaje milion pytań, na które odpowiedzi znalazłby w tekście, no ale on nie czyta Twojego tekstu. Wystarczy, że raz nie dodasz podpisu skąd są Twoje majtki i już Męczydupa się uaktywnia. 

Przykłady komentarzy :

"skąd płaszczyk?"
" jakiego aparatu używasz?"
"kiedy nowy post?"

8. Anonimowy

Bo czasem Twój komentator nie musi być blogerem. Naprawdę! Czasem ktoś, kto nie ma bloga też go chętnie skomentuje! Anonimowy bywa również typem z punktu numer 4.

9. Przyjaciel

Przyjaciele są fajni. To Ci najbardziej poszukiwani komentatorzy. Taki to Ci doradzi, opowie ciekawą anegdotkę, poklepie po plecach, zrozumie Twoje błędy i wesprze, kiedy inni Cię zgnoją. Przyjaciel to ten, który zawsze jest przy Tobie, a Ty uwielbiasz stałych czytelników. No po prostu można by się z nimi zakumplować. Marzysz o tym, żeby każdy z komentujących był tak wyrozumiały jak on. 

10. Kot



Wiem, że większość z Was to koty, nie musicie się już ukrywać.

Jakiego komentatora Ty dopisałabyś do tej listy? A może sama napiszesz, którym rodzajem jesteś? Zapraszam do komentowania :p


Będzie mi również niezmiernie miło jeśli polubisz mój profil na FB:


piątek, 4 kwietnia 2014

Jak zrobić TURTLE z COFFEE HEAVEN ?


Pewnie niejedna i niejeden z Was, którzy próbowali tej kawy, natychmiast się w niej zakochali. Swój wyjątkowy smak zawdzięcza ona nietypowej recepturze. Turtle jest mieszanką zielonej herbaty, kawy oraz przypraw. Przyznacie same, że łączenie herbaty i kawy wydaje się co najmniej dziwne, ale właśnie zielona herbata nadaje temu napojowi wyjątkowy smak. Rodzajów kaw mamy sporo, chociaż różnią się one głowinie ilością mleka dodawanego do espresso, dlatego też Turtle wydaje mi się tak wyjątkowy. Jeśli bardziej się wgłębicie, to uda Wam się znaleźć w internecie różne przepisy na tę kawę. W niektórych jest podany np. imbir, którego ja nie dodaję, bo jakoś za nim nie przepadam, a pijąc mojego domowego żółwia nie czuję, żeby czegoś mu brakowało.
No właśnie! Kiedy ostatnio wspominałam Wam o przepisie na Turtle ( wspominałam o niej w recenzji sklepu pod tytułem " Shoelook mówi, że jestem bezguściem" < kliknij w tytuł > ) , nie byłam jeszcze w 100% przekonana co do perfekcyjności przepisu, ale teraz sądzę, że mój domowy przepis naprawdę trafia w dziesiątkę! Sporo mi zajęło zanim odkryłam te idealne proporcje, ale teraz kiedy już je znam mogę się nimi z Wami podzielić. Początkowo obawiałam się, że używając kaw innego gatunku niż te z Coffee Heaven nie będę zdolna stworzyć idealnego Turtla. Moje obawy okazały się jednak niesłuszne. To dziwne, ale mam wrażenie, że na smak tego napoju nie ma wpływu jakość kawy jaką wybieramy. Ja na przykład używam do tego kawy rozpuszczalnej Nescafe (!) i naprawdę smakuje dobrze. Ale to pewnie dlatego, że w przypadku tego napoju nie chodzi o kawę jako taką. Na allegro możecie zamówić gotową mieszankę za 195 zł - 1,5 kg. To zapewne już jest lepszym rozwiązaniem niż chodzenie codziennie do Coffee Heaven, aczkolwiek mam dla Was jeszcze lepsze rozwiązanie. Od dzisiaj będziecie mogli przygotować sobie żółwia samodzielnie, nie ruszając się z domu. Brzmi kusząco? No to zaczynamy!

Będą nam potrzebne :



1. KAWA- ja użyłam rozpuszczalnej, ale Ty możesz także zaparzyć espresso.
2. MLEKO
3. ZIELONA HERBATA - na zdjęciu jaśminowe kulki z Five o'clock. Ty możesz użyć innej bezsmakowej. Ja na razie parzyłam tylko z tej ale sądzę, że nie powinno być problemu przy innych herbatach.
4. CUKIER WANILINOWY - możesz też użyć syropu waniliowego do kawy, ja jeszcze tak nie próbowałam ale myślę, że też powinien się sprawdzić, a nawet wydaje mi się, że sprawdzi się lepiej:)
5. CYNAMON
6. KAKAO




 I coś do posłodzenia, ja użyłam cukru trzcinowego przy tej kawie, bo chciałam zobaczyć, czy się sprawdzi ale zdecydowanie lepiej wypada  - MIÓD - znajduje się on nawet w składnikach kawy widocznych w kawiarni.

No i co ja mam z tym wszystkim zrobić?

No wymieszać :p Ale po kolei.

Najpierw zaparz zieloną herbatę. Zalej gdzieś 1/4 kubka. Ja starałam się zakryć siteczko. Odczekaj 3 minuty.



Dodaj cynamon, ale naprawdę niewiele! Kiedyś chciałam zrobić test i wrzuciłam całą łyżeczkę. Kawa była jakaś dziwna, aż nie umiem opisać jej smaku. Niby mdła, niby nie. Miałam wrażenie, że zmielony cynamon osadza mi się na ściankach przełyku. Ale to chyba też przez to, że naoglądałam się wyzwań cynamonowych w internecie i zaczęłam się trochę bać tej przyprawy :p Dodajcie dosłownie tyle co na zdjęciu.




Dopiero w tym momencie dodaję kawę - 1,5 łyżeczki. Turtle to raczej taki napój kawowy, więc lepiej nie dawać więcej. Za duża ilość sprawia, że jest aż nazbyt kawowy i nie podobny do tego z Coffee Heaven Możesz też wlać wcześniej przygotowane espresso.


Napój ponownie zalewamy przegotowaną wodą, tak by 1/3 kubka została zapełniona. Teraz mieszamy! Tralalala, wymieszane? No to zalewamy gorącym mleczkiem.


Potem dodajemy gorzkie kakao. Jakoś z pół łyżki. Naprawdę sporo już przy tym eksperymentowałam i kiedy dodałam za dużo tego składnika, napój nie smakował już jak Turtle czy nawet jak kawa tylko jak zwykłe kakao na gorąco.



 Teraz dodaj cukru wanilinowego i posłódź kawę według uznania. Możesz sam decydować o smaku napoju, nie musi być on tak słodki jak ten z Coffee Heaven. Ja dodaję jedną łyżeczkę miodu albo dwie cukru trzcinowego. Zwykły cukier od biedy też wystarczy :)


Teraz to wszystko dobrze wymieszaj, lub najlepiej zmiksuj. Ja użyłam w tym celu małego spieniacza z Ikei, który kosztuje bodajże 6 złotych.


Posyp jeszcze spienione mleko szczyptą kakao i voila! Twoje Turtle jest gotowe! Życzę smacznego :)


Jak już przygotujesz kawę, to napisz proszę czy Ci się udała ! :)

Trzymaj się ciepło! Acha i będę niezmiernie wdzięczna, jeśli polajkujesz mój fanpage na Facebooku.


poniedziałek, 31 marca 2014

Blue Kangarooo in blue

Niebieski to zapewne jeden z moich ulubionych kolorów. Nie. To mój ulubiony kolor. No tak, nie wiem już czy ku temu przyczyniła się nazwa bloga czy też to przyczyniło się do wyboru jego nazwy. Piszczałam jak małe dziecko na widok tej marynarki, więc musiała wpaść w moje ręce. Całkiem jak szczęście, które ostatnio zbieram garściami z podłogi i segreguję w pudełkach, a największe z nich zapewne pędzi już do mnie superszybką przesyłką kurierską i mogę się go spodziewać lada dzień. Gdy tylko zapuka do mych drzwi, to pobiegnę w podskokach po aparat, by napisać dla Was posta o tym jak przyciągać szczęście. Sztuka nie byle jaka, jednak przekonałam się już, że prawdziwa! Obserwujcie bloga, a na dniach dodam wpis, o tym jak przyciągnęłam do siebie nagrodę w konkursie Kodów Rabatowych w postaci nowego Kindle 5. A teraz oglądamy foteczki :













(sorry za te wszystkie baby hair, ale w sumie to jestem z nich dumna)



spodnie - sh, buty - new look, marynarka - zara. bluzka - sh


Foteczek koniec, jeśli Ci się podobały to polajkuj niebieski fanpage :) albo pooglądaj moje inne zdjęcia TU i TU